Artykuły | Budownictwo i infrastruktura

20 kwietnia 2026

Na budowie trzeba umieć się dogadać. Wywiad z Pauliną Lewandowską

Agnieszka Szypielewicz

fot. Paulina Lewandowska

Zarządzanie podwykonawcami, presja czasu i odpowiedzialność za wielomilionowe budżety – to codzienność Pauliny Lewandowskiej, majstra budowy w Budimeksie, która pokazuje w social mediach pracę na budowie z kobiecej perspektywy. W rozmowie z portalem TechKariera.pl mówi o kadrach inżynierskich, zderzeniu technologii skanowania 3D z niespodziankami starego budownictwa oraz realiach pracy na placu budowy.

Redakcja TechKariera.pl: Od czego zazwyczaj zaczyna się twój dzień na budowie i jaką pełnisz tam rolę?

Paulina Lewandowska: U nas moje stanowisko nazywa się majster budowy – to funkcja pomiędzy inżynierem a kierownikiem robót. Na jesieni będę zdawać egzamin na uprawnienia budowlane, dlatego na razie działam na tym szczeblu. Pracujemy najczęściej od 7:00 do 17:00, czyli po 10 godzin dziennie – dostosowujemy się do czasu pracy podwykonawców. Głównie jestem na budowie po to, aby koordynować ich prace i na bieżąco kontrolować jakość, a w międzyczasie wciskam jeszcze całą niezbędną biurokrację.

Dystans i poczucie humoru

Redakcja: Zastanawiam się, jak z perspektywy kobiety wygląda praca w tak zdominowanym przez mężczyzn środowisku. Napotykasz na opór, gdy wchodzisz w kompetencje wykonawców?

PL: Kobieta na budowie to bardzo ciekawy temat. Myślę, że żaden mężczyzna nie doświadcza tego, z czym my musimy się mierzyć. Każda kobieta, wchodząc na nową budowę, musi udowodnić swoje kompetencje i jest nieustannie sprawdzana. Często zdarza się, że podwykonawcy wolą zapytać o sprawy techniczne mojego kolegę ze znacznie mniejszym doświadczeniem, z góry zakładając, że facet zawsze wie więcej.

Na szczęście załatwiam takie sytuacje kobiecym sprytem.

Kobiety mają z reguły lepsze umiejętności komunikacyjne, a ja wychodzę z założenia, że zawsze lepiej się dogadać niż kłócić.

Choć oczywiście czasami trzeba „tupnąć nóżką” i pokazać, jak coś faktycznie powinno być zrobione. Trzeba mieć do siebie dystans i poczucie humoru. Jak mówi przysłowie: wchodzisz między wrony, musisz krakać jak i one.

Redakcja: Od kiedy wiedziałaś, że to jest branża dla ciebie? To pasja z dzieciństwa?

PL: Zdecydowanie! Już w zerówce, gdy chłopcy bawili się zestawami konstrukcyjnymi ze śrubkami, ja zawsze dołączałam do nich. Nienawidziłam lalek, wolałam budować bazy na podwórku czy samochody. W gimnazjum wymyśliłam sobie, że pójdę do technikum budowlanego, a na studia szłam z jasnym założeniem, że interesuje mnie wykonawstwo na placu budowy, a nie siedzenie przed komputerem w biurze projektowym.

Redakcja: Jakie były twoje początki w pierwszej pracy zawodowej?

PL: Trafiłam do firmy posadzkarskiej. To był dla mnie temat zupełnie nieznany, bo na studiach proces ten jest omawiany bardzo powierzchownie. Uczyłam się wszystkiego od zera – w tym organizacji pracy i zarządzania ludźmi, czego niestety uczelnie w ogóle nie uczą. Było to na tyle wyczerpujące (posadzki to ciągłe betonowanie, mój rekord na budowie to 36 godzin ciurkiem), że na trzy lata zrezygnowałam z branży. Musiałam zrobić sobie reset, pracowałam nawet w dziale HR, ale ostatecznie wróciłam do budowlanki.

Czytaj więcej o stanowisku: posadzkarz

Koszty i odpowiedzialność

Redakcja: Budownictwo to przecież potężna odpowiedzialność – za ludzi, finanse, terminy. Jak sobie z tym radzisz?

PL: U nas każdy błąd jest widoczny i zawsze kosztuje pieniądze, żeby go naprawić. Do tego dochodzi odpowiedzialność za zdrowie i życie pracowników fizycznych, których niestety często trzeba pilnować jak dzieci, bo zawsze robią tak, żeby im było wygodnie, a nie bezpiecznie.

Największym zagrożeniem na budowie, poza brakiem wyobraźni, są niedopatrzenia wynikające z natłoku obowiązków i bardzo krótkich terminów.

Aby temu zaradzić, trzeba perfekcyjnie przygotować budowę, ciągle edukować załogę i minimalizować ryzyko błędów ludzkich.

Redakcja: Branża narzeka na brak nowych kadr. Jak zdobywa się dziś wiedzę specjalistyczną, skoro rąk do pracy jest coraz mniej?

PL: Zgadza się, mało kto chce się trudzić. Na moim roku studia zaczynało 130 osób, dziś ten sam kierunek zaczyna zaledwie 30. Dla mnie kluczem do sukcesu są mistrzowie, na których trafisz w pracy. Często trzeba schować dumę w kieszeń i uczyć się od podwykonawców, bo to oni są fachowcami w swoich wąskich niszach.

Redakcja: Prowadzisz też profil na Instagramie i nagrywasz cykl Okiem inżyniera”. Czy to znaczy, że nie potrafisz wyłączyć analitycznego myślenia po godzinach?

PL: Nie da się tego wyłączyć! (śmiech). Kocham podróżować i łączę to z budownictwem. Będąc w Egipcie doprowadzałam przewodnika do szału dopytując o obciążenia i rampy wykorzystywane przy budowie piramid. Innym razem u mojego teścia na rodzinnej kolacji zauważyłam wybrzuszenie w panelach. Zwróciłam uwagę, że posadzka była krzywo wylana – on ukrywał to przez 30 lat, a ja wyłapałam to przy pierwszej wizycie!. Nawet w filmach denerwują mnie błędy konstrukcyjne, jak sceny akcji w szybach wentylacyjnych, które nigdy nie utrzymałyby dorosłego mężczyzny.

Solidna konstrukcja

Redakcja: A jak z perspektywy inżyniera oceniasz jakość starego budownictwa, z którym stykasz się przy remontach, względem dzisiejszych standardów deweloperskich?

PL: Bloki z wielkiej płyty są niezwykle wytrzymałe, bo były robione z ogromnym zapasem.

Ówczesne normy konstrukcyjne różniły się od dzisiejszych. Stawiano w nich na trwałość i zapas nośności, a nie na maksymalną optymalizację materiałową. Dziś deweloperka stara się wszystko pocieniać z uwagi na koszty.

Oczywiście stare budynki kryją niespodzianki. Przy niedawnym remoncie odkryliśmy, że słupy przenoszące obciążenia całego budynku w ogóle nie miały stóp fundamentowych! Musieliśmy stemplować stropy i dorabiać cały szkielet.

Z pomocą na szczęście przychodzą nowoczesne technologie. Wykorzystaliśmy np. skanowanie 3D do sprawdzenia instalacji w sufitach, a nierówności starego, klawiszującego stropu uzupełniliśmy innowacyjną pianą izolacyjną, która zachowywała się jak pianka do golenia, wyrównując powierzchnię bez zbędnego dociążania budynku.

Redakcja: Detale wykończeniowe to chyba zmora w takich starych obiektach?

PL: Dlatego uważam, że kobiety są genialne do budownictwa – my po prostu wchodzimy na obiekt i widzimy absolutnie wszystko. Często to ja wychwytuję, że coś jest krzywe, choć panowie używali poziomicy. W starym budynku na 13 metrach bywa 10 cm nierówności, lasery czasem stają się bezużyteczne. W wielu przypadkach decydującym argumentem za poprawkami jest kwestia estetyki, ponieważ w centrum konferencyjnym odbiór wizualny przestrzeni ma kluczowe znaczenie.

Redakcja: Praca po 10 godzin w delegacjach to ogromne wyzwanie dla work-life balance. Jakie są twoje cele na najbliższe lata?

PL: Uprawnienia budowlane to teraz mój priorytet, chcę domknąć ten etap edukacji zawodowej. Mam 35 lat i to jest ten moment, kiedy chcę trochę bardziej skupić się na życiu osobistym, bo pracując non-stop w delegacjach nie ma na to przestrzeni. Kobiety w naszej branży często muszą iść na ogromne kompromisy w związku z macierzyństwem.

Zamierzam też mocniej rozwijać swoje social media jako ambasadorka Budimeksu. Pokazuję młodym dziewczynom, z którymi spotykam się również w szkołach, że budownictwo „nie gryzie”. To trudna branża, ale można tu znaleźć wspaniałych ludzi, wdrożyć swoją kreatywność i mieć z tego ogromną satysfakcję.

Czytaj więcej o uprawnieniach budowlanych

Autor

Agnieszka Szypielewicz

Agnieszka Szypielewicz

Content Project Manager

Dziennikarka i redaktorka z wieloletnim doświadczeniem w mediach.