Przewodnik 2026 |

24 października 2026

Energetyka jądrowa potrzebuje nie tylko fizyków. Wywiad z Andrzejem Kochmańskim

Urząd Dozoru Technicznego

Partner artykułu

Urząd Dozoru Technicznego

Energetyka jądrowa może kojarzyć się przede wszystkim z fizykami i operatorami reaktora, ale takich stanowisk będzie relatywnie niewiele. Znacznie więcej specjalistów potrzeba przy projektowaniu, wytwarzaniu urządzeń, budowie, nadzorze, a później eksploatacji elektrowni. Dla mechaników, elektryków czy automatyków wejście do atomu nie musi więc oznaczać rozpoczynania kariery od zera. 

Przewodnik TechKariera 2026/27

Ten artykuł pochodzi z magazynu Przewodnik TechKariera 2026/27

REDAKCJA: Kiedy myślimy o pracy w energetyce jądrowej, pierwszym skojarzeniem często jest obsługa reaktora. Jak wygląda rzeczywisty przekrój potrzebnych specjalizacji? 

Andrzej Kochmański: Osób zajmujących się bezpośrednio obsługą reaktora czy obliczeniami fizycznymi będzie relatywnie niewiele. Na jeden blok może to być około 15-20 osób bezpośrednio związanych z jego obsługą. To bardzo wyspecjalizowana grupa, która będzie wymagała dodatkowego szkolenia.

Jeżeli jednak spojrzymy na całą elektrownię jądrową, sytuacja wygląda inaczej. W kontekście technicznym wiele zainstalowanych tam urządzeń przypomina rozwiązania znane z energetyki konwencjonalnej. Są to m.in. zbiorniki, rurociągi, wymienniki czy wytwornice pary. Oczywiście pojawiają się też elementy specyficzne dla obiektu jądrowego, takie jak zbiornik reaktora, ale duża część instalacji wymaga kompetencji obecnych już w innych gałęziach energetyki.

Energetyka jądrowa Przeczytaj artykuł

Czy właśnie tutaj widać największą możliwość uzupełnienia luki kompetencyjnej – przez specjalistów przychodzących z innych gałęzi przemysłu? 

Tak naprawdę jest to bardzo naturalna droga. Nie trzeba zaczynać kariery od studiów stricte związanych z energetyką jądrową. Mechanik pozostaje mechanikiem, elektryk elektrykiem, automatyk automatykiem. Osoba z solidnymi kompetencjami technicznymi zdobytymi w energetyce konwencjonalnej lub przemyśle może je następnie rozszerzyć o wymagania charakterystyczne dla sektora jądrowego.

Właśnie dlatego nie spodziewam się, że wraz z rozwojem atomu nagle powstanie ogromna liczba całkowicie nowych zawodów, których wcześniej w Polsce nie znaliśmy. W wielu przypadkach będą to znane specjalizacje funkcjonujące w środowisku o znacznie bardziej rygorystycznych wymaganiach bezpieczeństwa i jakości.

Jakie specjalizacje będą szczególnie potrzebne przy budowie elektrowni? 

Jeżeli mówimy o samej budowie, trzy podstawowe grupy to mechanicy, elektrycy i automatycy. Oczywiście każda z nich dzieli się na bardziej szczegółowe specjalizacje.

Wśród mechaników będą chociażby eksperci od spawalnictwa, projektowania rurociągów czy poszczególnych systemów instalowanych w elektrowni. Potrzebne będą również kompetencje z innych dziedzin technicznych związanych z funkcjonowaniem dużego zakładu energetycznego, w tym systemów chłodzenia czy chemii.

Rozwój kariery w dozorze jądrowym. Wywiad z Konradem Zasadą  Przeczytaj artykuł

A gdzie w tym ekosystemie znajduje się dozór techniczny? 

Nasi pracownicy, podobnie jak w energetyce konwencjonalnej, współpracują z projektantami, producentami urządzeń, wykonawcami odpowiedzialnymi za montaż, a później także z osobami zajmującymi się eksploatacją.

W przypadku energetyki jądrowej pojawia się jednak dodatkowy etap – likwidacja. Przy urządzeniu jądrowym inspektor dozoru będzie obecny praktycznie przez cały jego cykl życia. Praca nie kończy się wraz z wyrejestrowaniem urządzenia, ponieważ nadzór obejmie również etap jego likwidacji.

Czy praca inspektora w energetyce jądrowej oznacza przede wszystkim analizę dokumentacji, czy nadal dużą część obowiązków stanowi bezpośredni nadzór nad urządzeniami? 

Oba elementy pozostaną bardzo istotne, natomiast w energetyce jądrowej zdecydowanie rośnie znaczenie dokumentacji. Wynika to z podstawowej zasady: wiele kwestii trzeba udowodnić ponad wszelką wątpliwość, a każdą niejasność jednoznacznie rozstrzygnąć. To oznacza dużą liczbę dokumentów i rozbudowaną pracę analityczną.

Jednocześnie nie znika nadzór nad samym procesem wytwarzania. Inspektorzy nadal będą obecni podczas operacji technologicznych, badań nieniszczących i niszczących oraz przy ocenie procesów. Ten zakres pracy będzie podobny do energetyki konwencjonalnej, choć przynajmniej na początku realizacji pierwszego projektu nasza obecność podczas wytwarzania i montażu może być częstsza.

Największa różnica polega więc nie na zastąpieniu pracy technicznej dokumentacją, lecz na tym, że do dotychczasowych obowiązków dochodzi dużo bardziej rozbudowana warstwa analityczna.

Energetyka jądrowa dopiero powstaje w Polsce. Czy kandydaci powinni już dziś szukać możliwości wejścia do tej branży? 

To zależy od tego, co konkretnie chcą robić.

Firmy zaangażowane w polski program jądrowy już teraz rekrutują. Jeżeli ktoś chce uczestniczyć w projektowaniu albo budowie elektrowni, to jest dobry moment, żeby zacząć rozglądać się za możliwościami. Zgodnie z obecnym harmonogramem działania budowlane mają ruszać w kolejnych latach, dlatego mechanicy, elektrycy czy inni specjaliści techniczni będą potrzebni wcześniej niż personel eksploatacyjny.

Inaczej wygląda sytuacja osoby, która marzy o pracy jako operator bloku jądrowego. Takie stanowiska nie będą potrzebne od razu. Sam proces przygotowania operatora jest długi i może trwać około pięciu lat, dlatego rekrutacja powinna być zsynchronizowana z terminem uruchamiania elektrowni.

Czy możemy spodziewać się ogromnego boomu zatrudnienia w energetyce jądrowej? 

Można oczywiście budować różne scenariusze i liczyć potencjalne zatrudnienie przy kilku dużych blokach i projektach SMR, ale trzeba pamiętać, że są to założenia, a rzeczywista skala zależy od tego, które projekty ostatecznie zostaną zrealizowane. Kiedy podczas rozmowy przywołuję konkretne liczby, traktuję je właśnie jako ilustracyjne założenia, a nie prognozę.

Nie oznacza to jednak, że wpływ energetyki jądrowej na rynek pracy będzie marginalny. Wokół elektrowni rozwinie się zaplecze firm świadczących usługi, prowadzących serwis i wspierających funkcjonowanie obiektu. W efekcie mówimy o szerszym ekosystemie niż sam personel zatrudniony bezpośrednio na jego terenie.

Ważniejsza od samej liczby stanowisk jest ich specyfika. W dużej mierze będą to miejsca pracy wymagające wysokich kwalifikacji, dużego szacunku dla procedur i bardzo ostrożnego sposobu działania.

Wróćmy do luki kompetencyjnej. Co osoba z doświadczeniem w energetyce konwencjonalnej lub przemyśle musi uzupełnić, żeby wejść do energetyki jądrowej? 

Przede wszystkim musi poznać sposób działania tej branży. Wiedzę techniczną można przenieść – specjalista nie przestaje przecież być mechanikiem czy spawalnikiem tylko dlatego, że zaczyna pracować przy projekcie jądrowym. Musi jednak nauczyć się nowych standardów technicznych, wymagań dotyczących jakości, dokumentowania działań, kultury bezpieczeństwa i procedur. To dodatkowa warstwa, którą można dobudować do dotychczasowego doświadczenia.

Pana własna ścieżka również pokazuje taki model przejścia między branżami. Jak wyglądała? 

Ukończyłem Politechnikę Wrocławską w 1999 roku. Już wcześniej interesowała mnie energetyka jądrowa i chciałem kiedyś pracować w tym obszarze, natomiast kiedy kończyłem studia, w Polsce po prostu nie było takiej możliwości.

Rozpocząłem więc pracę w dozorze technicznym jako inspektor urządzeń ciśnieniowych. Przez wiele lat zajmowałem się ich eksploatacją i uczestniczyłem w różnych projektach – petrochemicznych, chemicznych i energetycznych. Około 2012 roku pojawiła się możliwość podjęcia studiów podyplomowych z energetyki jądrowej i z niej skorzystałem.

Później, w związku z moimi zainteresowaniami, byłem kierowany do grup roboczych związanych z energetyką jądrową, między innymi działających przy Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Dzięki temu wiedza stopniowo się rozwijała i utrwalała.

Czy taka historia może być wskazówką dla osób, które dziś mają już kilka czy kilkanaście lat doświadczenia w innej części przemysłu? 

Zdecydowanie pokazuje, że wcześniejsze doświadczenie nie musi być przeszkodą. Przeciwnie – może stać się bazą, do której później dodaje się kompetencje jądrowe.

W UDT również nie zakładamy, że ktoś od pierwszego dnia będzie pracował wyłącznie przy energetyce jądrowej. Kandydat może najpierw zdobywać doświadczenie w klasycznym dozorze, poznawać urządzenia, procesy technologiczne i sposób prowadzenia inspekcji. Dopiero później można rozwijać go w kierunku wymagań specyficznych dla energetyki jądrowej.

To ważne także z punktu widzenia luki kompetencyjnej. Nie wszystkie potrzebne kadry trzeba wykształcić od zera. Część można przygotować przez rozwijanie ludzi, którzy już dziś posiadają solidny warsztat techniczny.

Co poradziłby Pan uczniowi lub studentowi, który już dzisiaj myśli o energetyce jądrowej? 

Uczniowi technikum powiedziałbym przede wszystkim: ucz się angielskiego i matematyki. Te dwie rzeczy naprawdę się przydają.

Studentowi, który chce świadomie budować karierę w energetyce jądrowej, radziłbym szukać firmy rzeczywiście zaangażowanej w ten sektor. Nie chodzi wyłącznie o formalne ukończenie kolejnego kierunku czy studiów podyplomowych. Bardzo dużo daje możliwość pracy przy realnych projektach i stopniowego poznawania tej branży od środka.

Trzeba też brać sprawy w swoje ręce. Jeżeli ktoś marzy o pracy przy budowie elektrowni, ale nikomu o tym nie mówi, nie szuka możliwości i nie zgłasza swojej gotowości, to samo się to raczej nie wydarzy.

Jak ważny jest język angielski? 

Bardzo ważny. To międzynarodowa branża, a duża część dokumentacji, standardów technicznych, szkoleń i współpracy odbywa się właśnie po angielsku. Dlatego już na wczesnym etapie edukacji warto traktować język jako realną kompetencję zawodową, a nie tylko przedmiot szkolny.

A kompetencje cyfrowe?  

Obecni studenci mają znacznie większe kompetencje cyfrowe niż pokolenia wcześniejsze. Potrafią korzystać z zaawansowanego oprogramowania inżynierskiego, wykonywać obliczenia czy automatyzować część pracy. W mojej ocenie najważniejsze pozostaje mocne przygotowanie techniczne, a narzędzia cyfrowe mają je wspierać, nie zastępować.

W jakich obszarach sztuczna inteligencja może rzeczywiście pomóc inspektorom? 

Największy potencjał widzę w analizie danych i dokumentów. W energetyce jądrowej dokumentacji jest znacznie więcej niż przy porównywalnych urządzeniach w energetyce konwencjonalnej. Jeżeli narzędzie pozwoli z tysięcy stron wyodrębnić kluczowe informacje i wskazać inżynierowi fragmenty wymagające oceny, może bardzo usprawnić pracę.

Energetyka jądrowa kojarzy się z bardzo sformalizowanym środowiskiem. Jaką rolę odgrywają certyfikaty i formalnie potwierdzone kwalifikacje? 

To zależy od specjalizacji. Przykładowo w spawalnictwie kwalifikacje pozostaną bardzo ważne. Same umiejętności spawalnicze się nie zmienią, choć zmienią się standardy techniczne i wymagania stosowane przy konkretnych urządzeniach.

Potrzebne będą również dowody odbycia szkoleń związanych z wymaganiami jakościowymi energetyki jądrowej, kulturą bezpieczeństwa czy systemami zarządzania jakością. W tej branży ogromne znaczenie ma możliwość wykazania, że dana osoba zna określone procedury i została przygotowana do ich stosowania.

Nie chciałbym jednak sprowadzać kompetencji do kolekcjonowania certyfikatów. Dokumenty są przydatne i często potrzebne, ale nie zastąpią rzeczywistej wiedzy i doświadczenia.

Ekspert

Andrzej Kochmański

Andrzej Kochmański

Kierownik Wydziału Energetyki Jądrowej w Departamencie Techniki

Urząd Dozoru Technicznego