Energetyka jądrowa w Polsce buduje swoje zaplecze kadrowe. Konrad Zasada opowiada o drodze od zainteresowania fizyką i studiów energetycznych do pracy przy przygotowaniu dozoru technicznego dla polskiego programu jądrowego. W rozmowie mówi także o stażach zagranicznych, kulturze bezpieczeństwa, normach technicznych i specjalizacjach, w których można znaleźć miejsce dla siebie.

Ten artykuł pochodzi z magazynu Przewodnik TechKariera 2026/27
REDAKCJA: Czym właściwie zajmuje się Pan jako starszy specjalista ds. rozwoju energetyki jądrowej?
Konrad Zasada: Wydział Energetyki Jądrowej działa w strukturze centrali Urzędu Dozoru Technicznego. Duża część naszych zadań dotyczy zaplanowania, jak Urząd będzie realizował swoje ustawowe obowiązki w tej nowej dla nas gałęzi przemysłu.
Naszą pracę można podzielić na działania wewnętrzne i zewnętrzne. Wewnątrz przygotowujemy procedury oraz instrukcje potrzebne do realizacji nowych zadań. Czynności takie jak uzgadnianie dokumentacji czy uprawnianie zakładów nie są dla UDT nowe, ale w energetyce jądrowej wymagają odmiennego podejścia. Budujemy też zespoły i dobieramy szkolenia dla osób z różnych części kraju, które będą uczestniczyły w projekcie.
Zewnętrzna część pracy polega przede wszystkim na ustalaniu zasad współpracy z uczestnikami projektu. Prawo określa, co należy zrobić, ale nie zawsze szczegółowo wskazuje, jak powinno wyglądać wykonanie tych obowiązków. Potrzebne są więc spotkania robocze i warsztaty techniczne, podczas których schodzimy do bardzo szczegółowego poziomu uzgodnień.
Jestem też zaangażowany w proces uprawniania zakładów. Dla osoby spoza UDT może on trochę przypominać rozszerzony audyt, ale oparty na innych dokumentach odniesienia i systemach jakości charakterystycznych dla energetyki jądrowej.
Energetyka jądrowa
Przeczytaj artykuł
Czyli jest to praca bardziej organizacyjna czy techniczna?
Te dwa obszary mocno się przenikają. Nie można skutecznie pracować ze standardami bez wiedzy technicznej. Standard określa zasady postępowania, ale wynikają one z technologii i wieloletnich doświadczeń branży.
Dlatego nie powiedziałbym, że znajomość standardów jest ważniejsza niż znajomość technologii albo odwrotnie. Jeżeli ktoś nie posiada odpowiedniego przygotowania technicznego, może nie rozumieć, dlaczego określone wymaganie znalazło się w danym standardzie i jak należy je zastosować.
Jak wyglądała Pana droga do energetyki jądrowej?
Już w liceum wiedziałem, że chciałbym zajmować się energetyką jądrową. Fascynowała mnie fizyka. Byłem nawet laureatem konkursu, dzięki któremu pojechałem do CERN-u, i to zainteresowanie jeszcze się wzmocniło.
Jednocześnie bardziej widziałem siebie w przemyśle niż na uczelni. Tytuł inżyniera zawsze bardzo dobrze mi się kojarzył, dlatego wybrałem uczelnię techniczną – politechnikę, wydział mechaniczny i kierunek związany z energetyką. Wiedziałem już wtedy, że na drugim stopniu będę mógł wybrać specjalizację związaną z energetyką jądrową, i właściwie od początku taki był mój cel.
W 2022 roku dostałem możliwość udziału w trzymiesięcznym stażu w Stanach Zjednoczonych. Program obejmował bardzo intensywne szkolenie, a około pięciu tygodni spędziliśmy na budowie bloków AP1000, obserwując proces od środka. Przeszliśmy też skróconą wersję przygotowania do pracy inspektora jądrowego w systemie amerykańskim. Dla mnie był to moment pełnego wejścia w branżę.
Energetyka jądrowa potrzebuje nie tylko fizyków. Wywiad z Andrzejem Kochmańskim
Przeczytaj artykuł
Czy poza kierunkowymi studiami potrzebował Pan dodatkowych kursów i certyfikatów?
Nie robiłem studiów podyplomowych z energetyki jądrowej, ponieważ miałem już studia magisterskie w tym obszarze. Natomiast bardzo dużo dały mi staże.
Jeszcze przed rozpoczęciem obecnych zadań odbyłem staż w niemieckiej firmie, która była związana z obsługą niemieckich reaktorów PWR. Zrealizowałem też inny staż przy reaktorze badawczym. Było więc kilka okazji do kontaktu z energetyką jądrową od różnych stron.
Jeśli chodzi o formalne certyfikaty, poza potwierdzeniem znajomości języka angielskiego, nie mam tutaj szczególnej listy do wymienienia. W moim przypadku bardzo ważne były przede wszystkim studia i doświadczenia zdobywane podczas staży.
Jakich rzeczy musiał się Pan nauczyć dopiero w pracy, mimo kierunkowych studiów?
Na studiach duży nacisk kładzie się na procesy fizyczne: dlaczego zachodzą, jakie mają skutki, jak można nimi sterować. Natomiast później w pracy trzeba nauczyć się również poruszania w całym systemie wymagań technicznych i regulacyjnych.
To wymaga przeczytania i przeanalizowania bardzo dużej liczby dokumentów. Dopiero w praktyce człowiek naprawdę wdraża się w ten świat.
Czy energetyka jądrowa jest Pana zdaniem dobrym kierunkiem dla młodych inżynierów?
Patrzę na to bardzo pozytywnie. To nowa gałąź przemysłu w Polsce, choć oczywiście nie na świecie. Wiele kompetencji potrzebnych w tym sektorze jest wspólnych z innymi obszarami przemysłu, dlatego energetyka jądrowa będzie przyciągała także osoby z doświadczeniem zdobytym gdzie indziej.
Na etapie budowy będzie potrzebna duża liczba inżynierów. I nie chodzi wyłącznie o klasycznie rozumianą inżynierię – mechaników, elektryków czy automatyków zajmujących się dokumentacją techniczną, projektowaniem albo nadzorem nad wytwarzaniem i budową.
Bardzo duże pole otwiera się również dla zarządzania projektami. W przemyśle project managerami często są właśnie inżynierowie, którzy oprócz wiedzy technicznej mają predyspozycje do zarządzania.
Trzecim bardzo istotnym obszarem jest zapewnienie i kontrola jakości. W energetyce jądrowej ta funkcja jest wyjątkowo mocno rozbudowana, ponieważ jakość pozostaje bezpośrednio związana z bezpieczeństwem jądrowym.
To ciekawy wątek w kontekście luki kompetencyjnej. Czy sektor będzie przejmował specjalistów z innych branż?
Moim zdaniem tak. Sektor jądrowy w Polsce będzie potrzebował specjalistów, którzy zdobywali doświadczenie w innych branżach. Duża część kompetencji jest przecież uniwersalna.
Dotyczy to zarówno klasycznych specjalizacji inżynierskich, jak i zarządzania projektami czy jakości. Natomiast osoba przechodząca do energetyki jądrowej musi być gotowa na nauczenie się trochę innego sposobu myślenia.
Dobrym przykładem jest project manager. Ktoś, kto wcześniej prowadził duże projekty przemysłowe, może przenieść bardzo dużo swoich kompetencji. Ale w energetyce jądrowej musi przyjąć, że jakość i bezpieczeństwo mają szczególny priorytet. Podejście nastawione wyłącznie na skracanie harmonogramu czy cięcie kosztów może się tutaj po prostu nie sprawdzić.
Co konkretnie musi zmienić taki doświadczony specjalista z innej branży?
Przede wszystkim sposób podejścia do bezpieczeństwa i jakości. W energetyce jądrowej jakość produktu na etapie projektowania, wytwarzania i budowy jest jednym ze sposobów zapewniania bezpieczeństwa.
W bezpieczeństwie jądrowym jakość znajduje się ponad harmonogramem i budżetem. Jeżeli ktoś próbuje pójść na skróty, może później doprowadzić do znacznie większego opóźnienia, kiedy niezgodność zostanie wykryta przez regulatora albo dozór.
Nie wystarczy więc mieć doświadczenie projektowe i dopisać do CV szkolenie z energetyki jądrowej. Trzeba rzeczywiście zmienić sposób podejmowania decyzji i rozumieć, z czego wynikają wymagania tej branży.
Sprawdź oferty pracy w Urzędzie Dozoru Technicznego
Specjalista / Specjalistka ds. zarządzania projektami
Inspektor / Inspektorka ds. urządzeń technicznych
Młodszy specjalista / Młodsza specjalistka ds. administracyjno-finansowych
stawka miesięczna / umowa o pracę
Czy w energetyce jądrowej jest również miejsce dla bardzo wąskich specjalistów – niekoniecznie inżynierów czy menedżerów?
Zdecydowanie. Dobrym przykładem są spawacze. Przy budowie elektrowni będzie potrzebnych wielu ludzi wykonujących takie prace, ale wymagania jakościowe będą bardzo wysokie.
W przemyśle funkcjonuje nawet pojęcie „spawacza jądrowego”, czyli osoby wykonującej fizycznie połączenia na poziomie jakości wymaganym w obiektach jądrowych. To pokazuje, że możliwość wejścia do nowej branży nie dotyczy wyłącznie inżynierów czy project managerów. Można być bardzo wysoko wyspecjalizowanym fachowcem wykonującym konkretną pracę techniczną.
Jakie inne wąskie specjalizacje mogą być interesujące?
Jednym z przykładów są badania nieniszczące, czyli NDT. To obszar, w którym ocenia się stan elementu podczas wytwarzania albo eksploatacji bez jego uszkadzania. Wykorzystuje się do tego między innymi badania ultradźwiękowe czy radiograficzne.
To właśnie przykład specjalizacji, która nie musi być szeroko znana osobie dopiero zaczynającej studia, ale może dać bardzo konkretną drogę zawodową w energetyce jądrowej.
Dlatego ważne jest, żeby nie poprzestawać na stwierdzeniu: „chcę pracować w atomie”. Trzeba zadać sobie kolejne pytanie: co konkretnie chcę w tej branży robić?
Jak technologie cyfrowe i sztuczna inteligencja mogą wpłynąć na pracę w energetyce jądrowej?
Dla mnie są przede wszystkim narzędziami, które mogą ułatwiać pracę i skracać czas potrzebny na wykonanie części zadań. Warto umieć z nich korzystać.
Jednocześnie energetyka jądrowa jest bardzo konserwatywną gałęzią przemysłu. Nowe rozwiązania mogą wchodzić do niej z dużym opóźnieniem, ponieważ znacznie ważniejsze są dziesiątki lat doświadczeń pokazujących, że dane rozwiązanie rzeczywiście działa i jest bezpieczne.
Nie szuka się więc nowości dla samej nowości. Technologie cyfrowe mogą wspierać ludzi w codziennych obowiązkach, ale nie spodziewałbym się, że szybko i diametralnie zmienią podstawowe podejście do pracy. Każde nowe rozwiązanie oznacza także nowe ryzyko, a energetyka jądrowa nie jest miejscem, w którym akceptuje się dodatkowe, niesprawdzone ryzyka.
Jednocześnie wspominał Pan o wykorzystaniu AI do samokształcenia. Jak robić to bezpiecznie?
Dzisiejsze możliwości samokształcenia są ogromne. Mamy dostęp do internetu, dokumentacji regulatorów i bardzo dużej liczby wiarygodnych źródeł.
Przykładem jest strona amerykańskiego NRC, na której znajduje się ogromna ilość materiałów. Samo dotarcie do potrzebnej informacji może być trudne, zwłaszcza jeśli serwis jest rozbudowany i ma wieloletnią historię. AI może wtedy służyć jako narzędzie pomagające filtrować informacje i odnajdywać odpowiednie materiały.
Trzeba jednak używać go świadomie. Nie chodzi o bezkrytyczne przyjmowanie odpowiedzi wygenerowanej przez narzędzie. Trzeba sprawdzać źródła, prosić o wskazanie dokumentu, z którego pochodzi informacja, a następnie ją weryfikować. Wtedy AI rzeczywiście może bardzo przyspieszyć naukę.
Gdyby przyszedł do Pana student albo świeży absolwent i powiedział: „za kilka lat chcę pracować w atomie”, jakie trzy rzeczy by mu Pan doradził?
Po pierwsze: zastanowić się, co naprawdę mnie interesuje. Sama chęć pracy w energetyce jądrowej to jeszcze zbyt mało konkretna odpowiedź. Trzeba znaleźć obszar, który rzeczywiście człowieka fascynuje – mechanikę, automatykę, badania nieniszczące, zarządzanie projektami, jakość czy inną specjalizację. Warto próbować się ukierunkować, bo im bardziej konkretna kompetencja, tym łatwiej później budować eksperckość.
Po drugie: już podczas studiów albo zaraz po nich zdobywać doświadczenia mające bezpośredni związek z energetyką jądrową. Jeżeli ktoś naprawdę chce pracować w tej branży, warto szukać stażu albo projektu, który pozwoli mu zetknąć się z jej specyfiką, zamiast odkładać to na później. Takie doświadczenie pomaga zrozumieć środowisko pracy i jest też konkretną informacją w CV.
Po trzecie: samokształcenie. Dzisiaj dostęp do wiedzy jest dużo łatwiejszy niż kiedyś. Można korzystać z dokumentów regulatorów, standardów, materiałów technicznych, internetu czy narzędzi AI. Trzeba tylko zachować krytyczne podejście i zawsze weryfikować źródła.
Czyli rozwój nie kończy się nawet wtedy, kiedy ktoś już wejdzie do branży?
Zdecydowanie nie. W energetyce jądrowej uczenie się jest właściwie elementem pracy. Zmieniają się projekty, standardy, technologie i zakres odpowiedzialności. Nawet osoba mająca już duże doświadczenie nadal musi aktualizować wiedzę i rozwijać swoje kompetencje.



